Forum Forum Poświęcone Duchowości Monastycznej Strona Główna Forum Poświęcone Duchowości Monastycznej

 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Asceza w życiu Ojców Pustyni

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Poświęcone Duchowości Monastycznej Strona Główna -> Swobodna Dyskusja
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Teresa




Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 12:31, 07 Paź 2007    Temat postu: Asceza w życiu Ojców Pustyni

Pisalismy już czym jest , a raczej czym była modlitwa w życiu Ojców Pustyni tu:
http://www.monastycyzm.fora.pl/grzech-jak-go-unikac-t12.html
czym były łzy, przywilejem, darem? :
http://www.monastycyzm.fora.pl/lzy-przywilej-dar-t44.html
....a teraz pisząc i czytając tu:
http://www.monastycyzm.fora.pl/madrosc-ojcow-pustyni-t48.html
przyszły mi myśli, że asczeza zajmowała w życiu Ojców Pustyni nie mniejsze miejsce jak modlitwa.

Czym własciwie jest asceta, czym jest asceza?

Asceta, to taka osoba, która wyrzeka się świata, żyje w ukryciu i dąży do doskonałości w cnocie. Ona także jest męczennikiem.
Orygenes, wielki pisarz aleksandryjski z przełomu II i III w., jeszcze z ery męczenników, wysunął koncepcję "białego męczeństwa". W dziele zatytułowanym: "Zachęta do męczeństwa" mówił, że wyrzeczenie się świata jest najlepszym przygotowaniem do oddania swego życia Chrystusowi, obok zamęczonych za wiarę, pustelnicy stanowili widomy znak chrześcijaństwa.

W odejściu na pustynię można było się dopatrzyć pewnej formy tęsknoty za męczeństwem. Pierwsze wieki doskonale rozumiały, że naśladowanie Chrystusa w całej pełni, to naśladowanie Go w Jego męce. Ci, którzy chcieli przyjąć całą głębię Ewangelii zaczęli uciekać ze swoich środowisk, gdzie wśród chrześcijan, z nazwy, żyło się duchem świata, a nie Ewangelii. Uciekając na pustynię mogli podjąć duchową walkę, co oznaczało białe męczeństwo zmagań z pokusami. Robili to w przekonaniu, że Kościół uratują ludzie pustyni.

Wg. mnie walka z pokusami jest bardzo trudną sztuką walki. Chyba każdy z nas ma na tym polu własne doświadczenia i najlepiej wie jak to jest.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Teresa




Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 12:40, 07 Paź 2007    Temat postu:

Ciekawy artykuł przeczytałam z książki: S. Małgorzata Borkowska
TWARZE OJCÓW PUSTYNI, gdzie tak spektakularnej ascezie Besariona sprzeciwiał się Jan Karzeł.

BESARION
JEDNOKIERUNKOWY RADYKALIZM BESARIONA

Cytat:
Z Besarionem (czy też, wedle późnogreckiej wymowy, Wisarionem) wchodzimy w świat eremityzmu uproszczonego, przykrojonego do pojemności ciasnych umysłów. Ten uczeń samego Antoniego przejął od swojego mistrza radykalizm, który kazał Antoniemu opuścić dom i posiadłości dla Królestwa Niebieskiego; ale zawęził go do jednokierunkowej ścieżki, posuwając się zarazem tą ścieżką do najdalszych granic możliwości. Antoni, opuściwszy dom, zamieszkał w jaskini, Besarion zaś - odkąd został samodzielnym mnichem - postanowił obywać się bez jakiegokolwiek mieszkania. Antoni, opuściwszy majątek, pracował na swoje utrzymanie, robiąc liny; Besarion, o ile można wnioskować z dość skrótowych zapisów, żadnego rzemiosła nie uprawiał. Żył trochę ze zbieractwa, a trochę z jałmużny; do rzemiosła musiałby mieć jakąś stałą siedzibę, jakiś dom, a on właśnie bezdomność obrał sobie jako regułę życia, przed którą wszystkie inne względy musiały ustąpić.

Mnóstwo było na pustyni egipskiej ludzi zdolnych zajmować się jedną tylko rzeczą naraz, widzieć jeden tylko aspekt sprawy: który - to już zależało od nich. Prowadziło to czasem do spektakularnej ascezy, czasem zaś do równie spektakularnej tragedii. To przeciw takiemu ciasnemu pojmowaniu życia wewnętrznego występował między innymi Jan Karzeł, pouczając o konieczności równoczesnego uprawiania wszystkich cnót. A ponieważ nie ma reguły bez wyjątków, Besarion zdołał (chciałoby się powiedzieć: jakimś cudem) uświęcić się na takiej właśnie drodze. Może też tym chętniej głoszono potem jego świętość, że mogła służyć jako jej usprawiedliwienie?

Bezdomny nie ma przede wszystkim gdzie spać, toteż Besarion uprawiał bezsenność; raz przez przeszło miesiąc stał pośród cierni po to tylko, żeby nie zasnąć. Kiedy już musiał zasnąć, spał na stojąco lub w najlepszym wypadku na siedząco. Nie kładł się nigdy. O jego postach nie słyszymy; chociaż więc z samego trybu jego życia wynika, że musiały być wyjątkowo surowe, można sądzić, że ten akurat aspekt eremityzmu mniej był dla niego ważny. Najważniejsza była bezdomność; zapewne z całej Ewangelii upodobał sobie najbardziej słowa: Kto opuści dom... dla imienia mego...

I jeszcze jeden cytat: Sprzedaj, co masz, i daj ubogim. Besarion potrafił rozdać nawet to, co miał akurat na sobie. Raz nie zostało mu już nic oprócz zwoju Ewangelii, który nosił stale pod pachą, bo nawet torby nie posiadał. Tak go znalazł jakiś przejeżdżający drogą oficer i oczywiście był pewien, że to robota zbójców:

- A któż cię obdarł, abba?

- To - odpowiedział krótko starzec, pokazując mu Ewangelię. Dostał natychmiast płaszcz, a przy następnej okazji sprzedał... ów zwój. Uzyskaną zapłatę oczywiście rozdał. - Dla posłuszeństwa - wyjaśnił braciom - sprzedałem słowo, które mi zawsze mówiło: "Sprzedaj, co masz, i daj ubogim".

Zaraz, zaraz: bezdomny, głodny, półnagi, niewyspany, to wszystko dla Boga, i to już cała świętość? Nie. Było jeszcze kilka zasad, które widocznie musiały wchodzić w skład jego prywatnej reguły, gdyż trzymał się ich przez całe życie z równym przejęciem co swojej bezdomności. Jedną z nich było przykazanie: Nie sądźcie. Warto było Bogu stworzyć Besariona po to tylko, żeby pozostał po nim apoftegmat: Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła. Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł z nim razem, mówiąc: Ja także jestem grzeszny. Możliwe, że tej cnoty nauczył się od swojego drugiego po Antonim mistrza, Makarego Wielkiego, który z niej słynął; jeżeli tak, to musimy przyznać, że umiał się przejąć dobrym przykładem.

Był autentycznie życzliwy i autentycznie pokorny. Przypisywane mu cuda są cudami płynącymi z życzliwości, dokonywanymi dla czyjejś potrzeby; czasem wręcz go zmuszano do tych cudów, bo ich czynić nie chciał - ale jeśli nie było innej rady? Czasem także po prostu kradziono mu je, jak w ślicznej opowieści o jakimś opętanym, który przyszedł do Sketis. Po nieudanych egzorcyzmach kapłani miejscowi doszli do wniosku, że tu już nikt nie pomoże, tylko abba Besarion... ale gdyby go o to poprosić, nie zgodziłby się nawet przyjść, cóż dopiero próbować. A kościółek w Sketis służył także jako dom noclegowy; więc ułożyli tam opętanego do snu, i gdy Besarion przyszedł rano i wszyscy ustawiali się do wspólnej modlitwy, powiedzieli mu: Abba, zbudź tego brata! Besarion, niczego nie podejrzewając, zwrócił się do śpiącego: Wstań i wyjdź stąd! - co diabeł (jak najsłuszniej) wziął do siebie...

Być może nie był człowiekiem wielkiego umysłu, ale myśl jego wypełniona była Bogiem. Nie pustką, nie rozmyślaniami o własnej ascezie, ale modlitwą. Wyznawał i przestrzegał zasady: Milcz i nie mierz sam siebie. Po prostu sam dla siebie nie był interesujący. Jeszcze jeden wyjątkowo piękny apoftegmat, który po nim pozostał, brzmi: Abba Besarion, umierając, powiedział, że mnich powinien być jak cherubiny i serafiny: cały okiem. Całym sobą zwrócony do Boga, całą duszą Jego pragnący oglądać - a wtedy już przestaje być ważne: mały umysł czy duży.


Wspaniały tekst, zachęcam do przeczytania:)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Teresa




Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 20:29, 08 Paź 2007    Temat postu:

W dzisiejszch czasach, w tych bliższych i trochę dalszych też mamy ascetów, mistyków, pokutników , obojga płci. Taką osobą wartą zwrócenia uwagi, napewno była Marta Robin.

Wielka pokutnica i mistyczka naszych czasów Marta Robin przez 50 lat każdego piątku przeżywała Mękę Pańską. Nie jadła, nie piła, nie spała, żywiła się wyłącznie Eucharystią. Oddana bez reszty Chrystusowi przyjęła w swoim ciele stygmaty. Tylko z tak wielkiej ascezy może zrodzić się tak piękna modlitwa: „O Jezu! Niech moje serce będzie prawdziwie ołtarzem Twej Miłości i niech mój język zawsze głosi Twoje Miłosierdzie! Zechciej, błagam, uświęcić wszystkie moje słowa, wszystkie moje czyny, wszystkie moje intencje, wszystkie moje pragnienia! Bądź prawdziwie Skarbem dla mojej duszy i jej Wszystkim. Tobie ją daję i powierzam”.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Poświęcone Duchowości Monastycznej Strona Główna -> Swobodna Dyskusja Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin